Drogi frank szwajcarski. Prof. Hausner o wzroście wartości franka szwajcarskiego: nie ma potrzeby specjalnego spotkania RPP  Waluty

Temat: Frank szwajcarski

  • Raty kredytów frankowych mogą wzrosnąć do rekordowego poziomu
  • Coraz mniej pożyczek we frankach
  • Przegląd prasy. Frankowiczom trudno wygrać z bankami
  • Przewalutowanie kredytów we frankach. Cymański: po warsztacie zaciągnięcia to nierealne
  • Pomoc dla frankowiczów. Rząd pozytywnie o prezydenckiej ustawie

Członek RPP prof. Jerzy Hausner po czwartkowym wzroście kursu franka szwajcarskiego po stosunku do złotówki zaleca spokój. Jak podkreślił przy tej sprawie potrzebna jest „chłodna głowa i wstrzemięźliwość”.

Narodowy Bank Polski poinformował wczoraj, że “polski sektor bankowy jest trwały i odporny na szoki zewnętrzne, w tym na zmienność kursu walutowego”.

Frank szaleje. Po wyborów Szwajcarii "fala uderzeniowa" przejdzie przez całą gospodarkę

- Znaczące wzmocnienie franka szwajcarskiego szwajcarskiego wobec złotego nie istnieje związku z sytuacją gospodarczą i fundamentami makroekonomicznymi Polski. Wzmocnienie się franka szwajcarskiego obserwowane jest wobec każdego głównych walut - podał w komunikacie NBP.

Taka wiadomość oznacza, że rynek walutowy nie powinien oczekiwać interwencji ze strony www NBP. Podobne zdanie wyraził prof. Jerzy Hausner, który uważa, że “nie dzierży potrzeby specjalnego spotkania Rady Polityki Pieniężnej (organu decyzyjnego NBP - red)”. - Trudno mi sobie wyobrazić, aby było koniecznie zwoływanie specjalnego posiedzenia RPP co do sytuacji związanej z frankiem - wyjaśniał prof. Hausner.

- Poczekajmy przynajmniej parę dni, by ujrzeć jak rynki zareagują dzięki impuls, którym było odwrót od usztywnienia franka w celu jego uwolnienia – uspokajał prof. Hausner.

Przypomniał zarazem, że w czwartek notowania franka przekroczyły pięć zł, ale już nazajutrz wynosiły 4, 2 zł. - Nie chcę komunikować, że wiem, co będzie jutro. (…). Natomiast wiem, że zanim jakiekolwiek rezultaty dla kredytobiorców, dla programu bankowego (…) będą miały miejsce, to najpierw jeszcze będzie czas, w którym się kurs rynkowo ukształtuje – wyjaśniał.

Ekonomista zaznaczył, że RPP uwzględni czwartkowe wydarzenia w udoskonaleniu bilansu ryzyk, ale odrzucić zrobi tego „na gorąco”. - Gdybyśmy go potrzebowali tworzyć już dziś, to kierowalibyśmy się pierwszą falą nie wiedząc jeszcze które będą następne i bądź będą miały skutki. To, że potrafimy je sobie wyobrazić nie oznacza, hdy one wystąpią – mówił.

Hausner powiedział, iż RPP zajmie się czwartkowymi wydarzeniami na rynku walutowym podczas posiedzenia 3-4 lutego. - Trudno mi samemu wyobrazić, żeby w tejże sprawie zwoływane było fenomenalne posiedzenie Rady. (…) To jest czas do znacznego namysłu, a nie gorących głów – zaznaczył.

Co z cenami?

Jego zdaniem w następnych miesiącach ceny nie będą już spadać. - Deflacja nie powinna się już pogłębiać, w kolejnych miesiącach ceny powinny już rosnąć - uważa prof. Hausner.

- Żeby (deflacja) stała się niebezpieczna na rzecz polskiej gospodarki musiałoby się pojawić zjawisko spirali deflacyjnej, gdy konsumenci powstrzymują się od zakupów licząc, hdy ceny będą jeszcze mniejsze. Zwracam uwagę, że w Polsce konsumenci w odpowiedzi na niższe ceny wzmagają konsumpcję i są z tego powodu zadowoleni – podkreślił Hausner.

Jakie przyczyny?

Jak dodał, żadne sygnały nie wskazują, aby deflacja zaczynała być groźna, jednak to nie oznacza, iż nie występuje problem. Nie należy jednak upatrywać w przedtem natychmiastowego zagrożenia. - System gospodarczy raczej na tym używa, niż zlokalizowany jest w zagrożeniu a mianowicie zaznaczył profesor.

Według Hausnera zasadnicze przyczyny deflacji w Polsce mają koloryt zewnętrzny. To m. in. spadek cen ropy naftowej. - One nie wrócą zbyt szybko do pułapu, które już osiągały – ocenił.

Zdaniem ekonomisty obecnie dostępne prognozy zakładają, że ostatnim miesiącem, po którym pojawi się deflacja będzie kwiecień. - Samodzielnie przypuszczam, że może to być miesiąc lub dwa później – zaznaczył.

Szokująca decyzja

Bank centralny Szwajcarii (SNB) poinformował po czwartek, że odstępuje od polityki, która ustanawiała limit spadku kursu euro względem franka. Na rynkach walutowych zapanował na jakiś termin niespotykany chaos. Szwajcarska giełda straciła ponad 9 proc. w ciągu 20 minut, następnie strata wyniosła 12 proc.

Do czwartku SNB utrzymywał kurs swej waluty w stopniu 1, 20 franka za 1 euro. Po czwartkowej decyzji kurs euro natychmiast spadł o 28 proc., do 0, 8052 franka, ale potem prędko wzrósł do nieco więcej niż 1 franka. Podobnie zachowywał się dolar.

SNB wyjaśnił w porannym oświadczeniu, że minimalny kurs wymienny wprowadzony we wrześniu 2011 roku, w czasie kryzysu finansowego w strefie €, "chronił gospodarkę szwajcarską przed poważnymi szkodami", ale obecnie nie jest już sprawiedliwy.

Baryłka ropy za 35 dolarów? «Możliwa jest powtórka krachu z 2009 roku» Surowce

Wiadomosci walutowe