Amerykanie tworzą komitet przeciwko Chinom

Powrót zimnej wojny? AMERYCE mogą reaktywować komitet do walki z głównym przeciwnikiem

Stany Zjednoczone wciąż nie mogą porozumieć się spośród Chinami w kwestiach handlowych. Prezydent Donald Trump prowadzi wojnę handlową już 265 dni (tyle mija 28 marca), ale jego negocjatorzy nie wiedzą, jak przełamać obecny impas. Być być może przy negocjacyjnym stole wyszuka się po amerykańskiej witrynie miejsce na stary, wypróbowany za czasów zimnej rywalizacji straszak: Komitet do rzeczy Obecnego Zagrożenia.

Angielska nazwa tej organizacji wówczas Committee on Present Danger. W wydaniu z 25 marca, gdy pojawiły się pogłoski o możliwej reaktywacji, dodano do niego także określenie bieżącego wroga numer jeden dla waszyngtońskich jastrzębi. I tak obecnym niebezpieczeństwem dla największego mocarstwa świata stały się Chiny. Rozpoczyto mówić o CPDC, Committee on Present Danger: China.

Byłaby to czwarta edycja Komitetu. Pierwsza jest powołana do życia w 1950 roku, żeby wesprzeć zwolenników bezkompromisowego podejścia wobec bloku sowieckiego w administracji ówczesnego prezydenta, Harry'ego Trumana. Komitet miał edukować obywateli o tym, jakie zagrożenie niesie nawzajem komunistyczna ideologia i przy sposobności lobbować na rzecz wzrostu wydatków na zbrojenia. Drugi komitet odżył przy 1976 roku po wyborze Jimmy'ego Cartera na prezydentan USA. Republikanie nie pragnęli proponowanego przez niego odprężenia w relacjach z komunistami, w prace komitetu angażował się późniejszy szef kraju, Ronald Reagan. Trzecia reaktywacja miała miejsce w 2004 roku, gdy za oryginalne główne zagrożenie uznano radykalizację islamu, an USA parę miesięcy wcześniej przeprowadziły czynność wyzwolenia Iraku.

Do ilu razy sztuka

Chiński MSZ przyznaje, że nie słyszał o reaktywacji komitetu, ale gdyby doniesienia okazałyby się prawdziwe, wówczas zdaniem Pekinu gorzej w relacjach spośród Waszyngtonem być już by nie mogło. Dla Chińczyków obecna amerykańska administracja i tak nadmiernie obciąża Chiny winami za swoje gospodarcze niepowodzenia i utwierdza się w szkodliwej mentalności jak z minionej, zimnowojennej ery.

Nie zmienia to jednak faktu, iż CPDC powstał 25 marca jak i również że tworzą go ludzie chcący zwarcia z Chinami, a nie odprężenia we wzajemnych stosunkach. Wiceprzewodniczącym komitetu jest Frank Gaffney, zostały doradca ds. spraw defensywy u prezydenta Reagana. Przewodniczącym został Brian Kennedy, pośród założycieli znajduje się R. James Woolsey, były szef CIA w administracji Billa Clintona; Sasha Gong, szefowa chińskiej redakcji "Voice of America", rządowej rozgłośni AMERYCE nadającej na zagranicę; chrześcijański działacz Bob Fu a także James Fanell, były szef wywiadu Floty Pacyfiku.

Foto: MANUEL BALCE CENETA / East News Frank Gaffney podczas przesłuchania przed komisją ds. zbrojeń przy 2005 roku.

Organizację popiera również Steve Bannon traktowany za twórcę radykalnej prawicy w obecnych Stanach Zjednoczonych. Przez pierwsze siedem miesięcy po zaprzysiężeniu Bannon był głównym strategiem w administracji Trumpa, następnie jego kosztowny z dawnym pracodawcą się rozeszły.

Komitet defensywy przeciw Chinom chce odparować interesów USA przed chińskimi zbrojeniami, polityką handlową, represjonowaniem religii, nieprawidłowościami wobec praw człowieka, a także rozpoczynaniem na amerykańskim terytorium frontu walki chemicznej, jak nazywa się postępujące uzależnianie branży medycznego od fentanylu, opioidu, substancji przeciwbólowej, która uzależnia bardziej niż najsilniejsze narkotyki. Z każdym rokiem wzrasta liczba Amerykanów, którzy nadużywają fentanylu i umierają z przedawkowania tego środka sporządzanego w Chinach.

Stany Zjednoczone na tego rodzaju zagrożenia reagują wojną handlową, której prowadzenie obecnie spoczęło na barkach Roberta Lighthizera, rządowego pośrednika ds. handlu. Mówi się o "erze Lighthizera", jaka rozpoczęła się po "roku Rossa" (Wilbur Ross, sekretarz handlu, kierował pierwszymi rozmowami z Pekinem w 2017 roku) oraz "roku Mnuchina" (Steven Mnuchin, sekretarz skarbu przejął kontakty z Pekinem, gdy Donald Trump był coraz bardziej rozczarowany nieudolnością i opieszałością pierwszego negocjatora).

Lighthizer jest właściwie oceniany przez specjalistów, aczkolwiek z Chińczykami potrzebne jest dążenie do wspólnego celu, a nie podkładanie sobie kolejnych kłód pod nóżki. Jeszcze w marcu spodziewano się, że do posesji Trumpa w Mar-a-Lago dzięki Florydzie przyjedzie prezydent Chin, Xi Jinping, żeby podpisać ostateczne porozumienie kończące handlowe spory, wraz z wystąpieniem informacji o Komitecie do odwiedzenia spraw Obecnego Zagrożenia wymierzonego w Chiny trudno oczekiwać rychłego ocieplenia stosunków.

Nowy front?

Być może Stany Zjednoczone otworzą pozostały front przeciwko Chinom. 1 z nich, którego rezultaty odczuwa się także w Polsce, został wymierzony z koncern Huawei. Chińczyków oskarżono o szpiegowanie na rzecz rządu i zaczęto wykluczać z przetargów na nowy gatunek sieci telekomunikacyjnej w standardzie 5G. Na początku stycznia zatrzymano dwóch pracowników naszego oddziału koncernu, Polaka i Chińczyka. Wcześniej, z zaczątkiem grudnia 2018 roku w Kanadzie zatrzymano Meng Wanzhou, dyrektor finansową i córkę założyciela koncernu. Stany Zjednoczone rozwścieczyły Pekin starając się o ekstradycję Meng i zapowiadając jej procesu o złamanie przez koncern sankcji nałożonych na Iran. Huawei robi, co ma możliwość, żeby odbudować zaufanie, jednak coraz bardziej widać, że gra toczy się nie o samą politykę koncernu, ale o prawdziwe "zderzenie cywilizacji" na poziomie najlepszej abstrakcji. W erze Donalda Trumpa robienie interesów spośród Chińczykami może bezpośrednio przełożyć się na utratę NA JUKATAN jako sojusznika.

Kolejnym frontem po Huawei może stać się firma Tencent. Chiński gigant internetowy, do którego należy komunikator WeChat (na początku 2019 roku korzystało z niego przeszło miliard użytkowników) pomału wchodzi pod lupę światowych mediów. Zaczynają się doniesienia o wspieranie partii komunistycznej, przewożenie treści rozmów prowadzonych w WeChacie chińskiej policji, o ułatwianie namierzania każdego, kto z usług firmy korzysta, a kogo cenzura uzna za niepoprawnego politycznie. Przypomina się, że twórca koncernu Ma Huateng (znany pod spodem zachodnim imieniem Pony) trzeba do chińskiego odpowiednika parlamentu i że na zaczątku marca brał udział przy corocznych obradach tego ciała.

Delikatne negocjowanie wraz z pozycji siły

Żadna z ludzi informacji nie jest żadną nowością. Podobnie jak to, hdy do partii należy gwiazda kina akcji Jackie Chan czy były koszykarz, gwiazda NBA, Yao Ming. Jak i również to, że firmy nie zaakceptować mogą istnieć w Krajach w oderwaniu od tamtejszej rzeczywistości, która pozostaje po pełni kontrolowana przez instrument władzy. Chiny trzeba jednakże czytać między wierszami, bo wprowadzany przez prezydenta Xi "socjalizm z chińską charakterystyką" to nic innego jak agresywny kapitalizm, który zjada wszystkich przeciwników żywcem.

Negocjowanie z Pekinem spośród pozycji ma sens, ale tylko jeżeli jest kierowane w białych rękawiczkach. Naszym bardziej w roku gwoli Chin wyjątkowym, w którym 1-wszą października państwo będzie hucznie obchodzić 70. rocznicę powstania. Chiny będą mogły zakomunikować się najdłużej istniejącym państwem socjalistycznym na świecie, 69-letni rekord trwania ZSRR pozostanie pobity. Choćby się waliło i paliło, partia odrzucić pozwoli sobie na najmniejszy krok wstecz i ustępstwa. Inaczej zaprzeczyłaby samej samemu. Co nie oznacza, iż nie można z tą kobietą znaleźć konsensus.

Baltic Pipe. PGNiG może uczestniczyć w polsko-norweskim projekcie